środa, 13 kwietnia 2016

Poezja, znów

Tym razem kolejny wiersz, napisany pod wpływem chwili. Kochajcie ludzi. Każdy ma prawo popełniać błędy. I dużo mówcie, tak po prostu.


Czy masz wpływ na to, co Cię czeka?
Życie ulotne bywa, jak rwąca rzeka.
Twoje wybory maja konsekwencje.
Układasz z nich bardzo mądre sentencje.

Mówisz, że uczysz się na swoich błędach.
Stoisz wysoko na tych swoich piętach.
Myślisz o sobie, jak o najświętszym dziecku.
Zamykasz się w nim, małym, wąskim kółeczku.

Wybaczyć potrafisz, ale czy przeprosić?
Chociaż na chwilę zejść z piedestału?
Ziemię pod sobą skruchą zrosić?
Da się tego nauczyć, ale bardzo pomału. 


Tyle na dzisiaj. Miłego dnia :)

środa, 6 kwietnia 2016

Kolorowanka?

Cześć! Dam radę przed północą. :p

Dziś trochę z innej strony. Od stycznia uspokajam się tym o to małym cudeńkiem. Cudowny relaks no i rozwijanie się w kolejnym kierunku sztuki, prawda? Tym razem może tej małej.
Kolorowanka to, jak widać, "Zaczarowany Las". Jest naprawdę cudowna i nie mogę się doczekać, aż znajdę chwilę na kontynuowanie jej. Strasznie mi się podoba.






Jeśli tylko będziecie mieli taką ochotę mogę wstawić zdjęcia z procesu tworzenia, albo zrobić dokładniejsze. A w przyszłym tygodniu czeka na nas chyba ta większa sztuka. Nie mogę się doczekać, aż będę mogła ją tutaj oddać. Potwornie, strasznie i przerażająco mi się podoba.


A tymczasem, dobranoc! Miłego tygodnia. 

środa, 30 marca 2016

Poezja?


Czeeeeść!

To wiersz, jak widać. Nie wiem czy umiem w wiersze, ale się staram. Powiem szczerze, że nawet mi się podoba. Miłej lektury. :)

"Współczesność"

Czym jest świat w obliczu Twoich wad?
Pyłkiem, atomem, cząsteczką?
Nie słuchasz tysiąca dobrych rad.
Kierujesz życiem jak dyrygent pałeczką.

Myślisz, że najważniejszy jest żal,
który połyka Cię powoli.
Krzyczysz: "Piękno świata całe spal!
Ważne tylko to, co mnie boli!"

I nagle stajesz z Nią twarzą w twarz.
Majestatycznym gestem Cię do siebie przywołuje.
Zstępuje na Ciebie wielki strach.
Ona powoli życie Twoje prezentuje.

Oczodoły płoną jej szczęściem
A Ty w bezruchu oczekujesz,
na Sąd
 Wynik jego przewidujesz.
Miejsce w piekle przydziela Ci z pierwszeństwem.

Całe życie dzieckiem byłaś, który na świat i innego człowieka ani razu nie spojrzał.
Wiesz teraz, że to się nie opłaca.
Czy warto było egoistą zostać, a może to była "tylko Twoja praca"?

Śmierć drwi z Ciebie, snobizm nie popłaca.



PS Obiecuję post raz na tydzień dopóki mam materiał, a trochę jeszcze go mam :D

piątek, 25 marca 2016

Może tym razem?

  



   Spojrzałem przed siebie. Znów stałem na tym niewielkim pagórku, wypatrując bratniej duszy w blasku zachodzącego słońca. Przychodziłem tu myśleć. Niedługo pojawią się gwiazdy. Nakreślę mapę gwiazdozbiorów, jak zawsze, kiedy czuję się tak źle. Dzięki nim i tej czynności, nie czuję się aż tak samotny. Położyłem się na trawie. Zamknąłem oczy. Kolejny raz oczekiwałem nocy.
   Zadzwonił dzwonek na lekcje i dzięki niemu wróciłem do rzeczywistości. Ostatnia godzina w szkole, chemia. Usiadłem w ławce i jak zwykle nikt się do mnie nie przysiadł. W mojej kalsie nikt nie chciał mieć ze mną żadnej styczności. Nauczycielka oddała sprawdziany. Dostałem dwóję. Niby moja twarz nie wyrażała emocji, ale wbijałem paznokcie w kolana i uda. Zależało mi na ocenach z chemii. Wróciłem do swojego świata, nie zwracając uwagi na resztę. Nie wiem, ile czasu byłem u siebie, ale wybudziła mnie drobna dłoń ściskająca i potrząsająca moim ramieniem.
- Dominik, czy ty mnie słyszysz? – Dotarło do mnie pytanie wychowawczyni. – Pytam już kolejny raz. Radzę Ci odpowiedzieć, mój chłopcze. – Chemiczka mówiła do mnie zniecierpiwionym głosem. Cała jej postawa wyrażała irytację.
Ja tymczasem nie miałem bladego pojęcia, czego ode mnie oczekiwała. Udałem więc, że wcale nie wróciłem na Ziemię, ale nadal przebywam w krainie wiecznego marzenia i nierozwiązanych pytań. I rzeczywiście, już po chwil, zapadłem w ten stan. Ponownie ocucił mnie dzwonek. Wrzuciłem książki do plecaka i wyszedłem, wyniośle ignorując zatroskane spojrzenie wychowawczyni. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos powtarzający moje imię.  Obejrzałem się i spostrzegłem koleżankę z klasy, Gabrielę, która zmierzała prosto na mnie szybkim krokiem. Zatrzymałem się, nie okazując zainteresowania zaistniałą sytuacją, chociaż w rzeczywistości dziewczyna bardzo mnie zaintrygowała. Dotarła do mnie i popatrzyła mi w oczy. Jakby za dotknięciem magicznej różdżki, Gabriela straciła całą pewność siebie, która przecież była jej silnym atutem. Gimnazjalistka otwierała i zamykała usta niczym ryba wyjęta z wody. Chciałem jej jakoś pomóc, lecz nie potrafiłem. Chciałem zdjąć tą ochronę w postaci maski izolującej mnie jeszcze bardziej od ludzi. Postanowiłem pozwoić jej działać, ale ona po kilku nieudanych próbach wydobycia z siebie głosu potrząsnęła włosami i spuściła głowę na dół. Odwróciła się na pięcie i odeszła. Patrzyłem za nią, póki nie zniknęła mi z oczu. Szkoda. Miałem nadzięję, że chociaż ta delikatna istota będzie chciała mnie poznać i pozwoli mi się otworzyć. Myliłem się. Wyszedłem przed gmach szkoły. Nie chciałem wracać do domu. Nienawidziłem mojego mieszkania. Dobrze wiedziałem, że nikt mnie tak nie chciał. Bardzo dużo myślę. Wyszedłem niespiesznym krokiem na chodnik. Jestem bardzo samotny. Zupełnie nie widzę sensu w moim bytowaniu. Choć może jestem inny niż reszta, to funkcjonuje tak jak oni. Moim problemem jest zamykanie się w sobie. Niemożność nawiązania kontaktu z ludźmi. Naiwnie wciąż wierzę, że ktoś zrobi pierwszy krok za mnie. Oczywiście, nic takiego się nie dzieje. Jestem dziwakiem, trzymam się na uboczu, nikt nie chce przyjaźni z takim jak ja. Zdaję sobie z tego sprawę i chorobliwie mnie to boli. Ludzie, którzy mnie znają, życzą mi śmierci i nieustannie mnie męczą. Ledwie zdążyłem wytworzyć sobie tę myśl w głowie, poczułem, jak coś zwala mnie z nóg. Usłyszałem szyderczy śmiech kolegi z kalsy – Igora. Poczułem też jak do ust napływa mi spora ilość krwi z nosa, która poleciała na skutek mocnego uderzenia nim o chodnik. Zacisnąłem zęby z bólu. Powstałem i w sekundzie puściłem się biegiem na mój pagórek. Bałem się Igora. Chciałem jak najprędziej dotrzeć do mojej samotni. Był piątek i wiedziałem, że nie wrócę do domu do niedzieli. Rodzice na pewno nie będą się martwili. Oni mnie nie kochają. Dla matki liczy się tylko kolejna libacja, a ojciec ma w głowie tylko pracę i kochanki. Nie przejmują się mną wcale i czasem mi to nawet odpowiada. Niestety częśniej czuję do nich ogromny żal, że nie są i nigdy nie będą i nigdy nie byli w stanie podołać rodzicielstwu. Przez nich także czuję się samotny i to właśnie z ich winy jestem dziwny, nieśmiały, niekochany i zamknięty w sobie. Wytarłem krew z twarzy kiedy dotarłem do mojego azylu i wtarłem ją w zieloną trawę. Pozwoliłem, aby z nosa wyleciało wszystko to, co miało wylecieć i oparłem się plecami o drzewo rosnące tu od zawsze. Potężna wierzba płacząca wybijała się spośród całej reszty roślin na tym obszarzem, lecz wiedziałem, że tylko ja znałem i odwiedzałem to miejsce. Nie rozumiałem co się ze mną działo. Wykrzyczałem, z ogromną desperacją, najgłośniej jak potrafiłem słowa: „Dlaczego jestem taki samotny?!”. Oczekiwałem odpowiedzi. Pogubiłem się w sobie. I wtedy zerwał się bardzo silny wiatr. Wichura uderzyła we mnie z całym impetem powalając mnie na ziemię. Skuliłem się do pozycji embrionalnej i rozpłakałem. Liście i włosy oplatały mi twarz, a ja coraz bardziej zatracałem się w bezdennej, ale uspokajającej rozpaczy. Zrzuciłem maskę i byłem kruchym i słabym sobą. Im więcej łez spływało po mojej twarzy, tym wiatr wiał lżej. Kiedy już moje oczy wyschły usłyszałem kojący, kobiecy głos:
 - To nie twoja wina Dominiku.
Przestraszyłem się. Wrzasnąłem jak mała dziewczynka. Nikogo nie było w pobliżu, a ktoś do mnie mówił. Czy ja już totalni oszalałem?!
- Kim jesteś? – Spytałem drżącym głosem i poczułem ciepły podmuch na skórze okrywającej policzki.
- To nieistotne, jestem żywiołem. Posłuchaj mnie Dominiku. Jesteś dobrym człowiekiem i samotność to nie twoja wina. – Usłyszałem zmianę z kobiecego głosu w głęboki, męski i stanowczy bas, a ciepły wietrzyk przerodził się w bezlitosny huragan.
- „Wśród ludzi też jest samotnie” – zagrzmiał głos – ucieczka nie zawsze jest najlepszym wyjściem.
Głosy przepadły. Wszystko zamilkło. Tak jak niespodziewanie i nagle się zaczęło, tak samo szybko zniknęło, lecz jeszcze gwałtowniej. Leżałem oszołomiony, ale uśmiechałem się promiennie. Pojąłem wszakże wszytsko. Zrozumiałem, że nigdy nie byłem samotny dlatego, że ze mną było coś nie tak. Jestem samotny ponieważ, ludzie są zapatrzeni w siebie. Są egoistami i nie chcą widzieć problemów, a szczególnie tych, którzy choć odrobinę odbiegają od norm. Wszyscy mnie ignorowali. Nikt mnie nie doceniał. Rodzice zupełnie się mną nie interesowali. Wychowawczyni nie miała odwagi, żeby mi pomóc. Gabriela próbowała, ale nie była zbyt pewna czy chce to zrobić. Igor i inni dręczyciele nie akceptowali mnie i uważali się za lepszych ode mnie. Nikt nie chciał mnie poznać. I nie zmienił się żaden człowiek by pomóc drugiemu.
   Z plecaka wyjąłem scyzoryk. Rozłożyłem go w ręku i bawiłem się nim chwilę. Byłem pewien tego co chciałem zrobić. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha. Byłem absolutnie szczęśliwy. Nigdy nie zrobiono dla mnie nic dobrego. Powtórzyłem słowa wiatru „Wśród ludzi też jest samotnie”. To prawda. Przyłożyłem ostrze do piersi. Pchnąłem je zdecydowanym ruchem. Ostatnim co pamiętam był delikatny upadek na szkarłatną trawę. Chłopiec zapomniany przez wszystkich martwymi oczami i z przerażającym uśmiechem wpatrywał się w niebo.




Opowiadanie nazywa się „Zły wybór”. Napisałam to ponad rok temu. Przepisałam je teraz z kartki i powiem szczerze, nadal strasznie mi się podoba. Jest dobrym obrazem myślenia młodych osób, bo czy Dominik ze wszystkim miał rację? Zostawiam pytanie w eterze i daję wolną rękę do interpretacji.
Niedługo niespodzianki.

Dobranoc =)

piątek, 1 maja 2015

Powrót vol.2

Kolejny rodział :3 widzicie? Staram się. Dzisiaj przemówienio-rozprawka, która bardzo mi się podoba. Jest strasznie negatywna. Z resztą sami zobaczycie J)

 Człowiek, istota wolna, myśląca logicznie, popsuła się przez stulecia i dziś jest obrazem zionącego nienawiścią z zewnątrz pudełka, w środku pełnego nieuwolnionej wrażliwości i delikatności, skrywanych przez wieki.
 Ludzie boją się odrzucenia i wyśmiania. Boją się braku akceptacji. Boją się tak bardzo, że swoje uczucia chowają w głąb siebie nie dają się poznać. W naszych czasach ludzie nie dają nawet okruszka szansy, tym, którzy pragną ich zaakceptować i ujrzeć ich wnętrze. W pełni zaufać! Umykają przed bólem, który może im zafundować się przed korzyściami płynącymi ze znajomości. Kiedy rozmawiamy z innym człowiekiem i boimy się wyrażać swoje zdanie lub opinię to znaczy, że popsuci.
Własne dobro często stawiane jest ponad dobro innego człowieka. Ludzie uzyskują korzyści z nieszczęść, z ubóstwa, czerpią przyjemności kosztem istot, względnie w tych czasach, równych sobie. Stając przed wyborem, kiedy masz wielką fortunę i możesz wydać ją na stopniowe likwidowanie zastraszających warunków do życia innych ludzi, albo zachować dla siebie w celu zaspokojenia swoich potrzeb i pławienia się w luksusie, co być wybrał? Obawiam się, że większy procent ludzi wybrałby drugą opcje wydania pieniędzy.
Obroną ludzi przed pozornym atakiem jest cynizm, chamstwo, sarkazm i aroganctwo. Boją się skrzywdzenia, dlatego sami krzywdzą. Przez swoje zachowania w kontaktach międzyludzkich ujawniają się z tymi cechami i zrażają do owych kontaktów innych ludzi. Przez jedną osobę stroniącą od bycia przyjaznym, życzliwym i od szacunku cała grupa społeczna może zamknąć się w sobie, i przestać wyrażać swoje opinie bojąc się odrzucenia. Kiedy uznają, że agresywna postawa jest lepsza od tej pozytywnej stają się ludźmi popsutymi i zamykają się w sobie. Nie potrafią już mówić o swoich emocjach. Nie chcą już wyrażać swoich uczuć. Stają się negatywnie nastawieni do zwierzeń, do rozmów! Przykładem z życia wziętym jest sytuacja, w której jedna osoba, skrzywdzona już w przeszłości zamyka się i atakuje grono osób jej najbliższych. Potem ci ludzie biorą przykład z tej jednostki. Uważają to za korzystniejsze. Potem są wielkimi naukowcami, ludźmi biznesu, ale są samotni. Kochają, ale boją się kochać. Tęsknią, ale boją się tęsknić. Czują, ale boją się czuć.
 Ludzie w dzisiejszych czasach są skryci, cyniczni, wyobcowani, agresywni. Wszystko wynika ze strachu i negatywnych wpływów sytuacji z najbardziej znanego nam otoczenia. Nie bądź popsutym człowiekiem. Staraj się zmieniać siebie. Być może dzięki temu wpłyniesz na zachowanie kogoś, kto wpłynie na zachowanie kogoś. Nie bądź już tą niewinną bestią – człowiekiem, obrazem współczesnego człowieka. Nie bój się czuć i wyrażać emocji.

Mam nadzieję, że ten tekst wywoła w was tak samo silne refleksje, jak we wszystkich (włącznie ze mną), którzy go usłyszeli.
Kolejny rozdział będzie opowiadaniem, z którego jestem najbardziej dumna. Mam nadzieję, że się spodoba.

Do napisania, Gabs C:

wtorek, 28 kwietnia 2015

Wielki powrót!!!

Tak, chyba wracam, po ponad roku. Jestem w szoku, że już tyle czasu minęło. I pomyślałam sobie, że warto przestać być śmierdzącym leniem i wziąć się za pisanie. Więc zmienimy trochę formę. Gabi powoli się pisze, ale jest niedopracowana, a ja jako perfekcjonistka, nie mogę jej takiej wypuścić w świat. Mój chłopak dziś po usłyszeniu mojej ostatniej pracy literackiej stwierdził, że powinnam napisać drugą część. No i zaświtało mi w głowie, że mogę tu wstawiać swoje opowiadania. Może mój brzuch będzie bardziej bezpieczny :p Opowiadanie poszło na konkurs "Płock miasto przyszłości" i dlatego ma taki charakter, jednak podoba mi się i myślę, że jest warte uwagi C:




„Zmiany w trzech krokach”
 W końcu wydostałam się z łóżka, do którego przykuta byłam przez dobre kilka miesięcy. Nie wiem co się działo. Pamiętam tylko ludzi w białych maskach i wielkich goglach. Pochylali się nade mną i… złapałam się za głowę. Okolice skroni zaczęły pulsować kłującym bólem. Promieniował on na dosłownie całą czaszkę i pomyślałam, że wolę umrzeć niż przeżyć to drugi raz. Powoli się uspokajało.
 Stałam w koszuli nocnej przed budynkiem Muzeum Zmysłów i Pomysłów. Ogromny szklany gmach zajmował sporą część przestrzeni przy ulicy Gwardii Ludowej i 7 Czerwca 1991 r. w Płocku. Na plecach miałam mały plecak. Ból głowy już ustąpił. Ostrzegawcze pulsowanie upewniło mnie w przekonaniu, że spowodowany był zatajonymi wspomnieniami w mojej głowie. Zaczęłam bać się, co oni mi zrobili. W plecaku znalazłam czarny podkoszulek na krótki rękaw i zgniłozielone szorty. Postanowiłam, że wypada się przebrać. Dziwił mnie fakt braku żywej duszy w zasięgu wzroku. Albo cała ludzkość wyginęła, albo po prostu jest jakaś szósta rano. Zaśmiałam się w duchu i obeszłam budynek, gdzie przebrałam się. Koszulę wyrzuciłam do śmieci. Nie chciałam więcej wspomnień. Teraz, choć na boso, mogłam przejść się na spacer i pooddychać świeżym powietrzem. Tak bardzo mi tego brakowało! Kocham naturę. Maszerując raźnym krokiem podziwiałam nowe i młode rośliny napotykane bez przerwy na mojej drodze. To mnie bardzo uszczęśliwiło. Koniec z niszczeniem zielonych płuc. Również cieszyłam się, że nawet na jednym drzewie, nie było śladu ohydnego sprayu. Żadnej roślinki przeznaczonej do wycinki. Prawie podskakiwałam z radości. W pewnym momencie poczułam się dziwnie. Przystanęłam przy SDK-u na alei Spacerowej i rozwarłam szeroko szmaragdowe oczy. Uderzyła we mnie fala tak mocnej siły, że prawie upadłam na plecy. Moje źrenice prawie zakrywały tęczówkę. Mrugałam zdziwiona, lecz moje powieki wracały do poprzedniego stanu. Na moich oczach, w bardzo krótkim czasie SDK z podstarzałego budyneczku zmienił się w prawdziwy raj dla dzieci i młodzieży. Po ścianie wiła się żółciutka zjeżdżalnia prowadząca do otwartego basenu z piłkami. Przez duże okna widniała sala do tańca, stał tam fortepian i było bardzo dużo miejsca. Na parterze mieściła się pracownia plastyczna, zaraz przy drzwiach, gdzie weszłam najpierw. Cała zagracona była różnymi przedmiotami w abstrakcyjnych pozach idealnych dla szkicowania. Na suficie wisiały prace dzieci, a na ścianach piękne fotografie. Było też kilka szafek do przechowywania materiałów. W kolejnym pomieszczeniu znalazłam wiele instrumentów muzycznych i mnóstwo luźno poustawianych krzesełek. Tu atmosfera musiała być genialna! Była zachwycona także aulą, gdzie mogły odbywać się przedstawienia teatralne. Wyglądała doskonale. Wychodząc już z budynku zauważyłam scenę, gdzie porozstawiany był sprzęt muzyczny. Chwiałam się lekko na boki, ale postanowiłam iść dalej. Wtedy moje źrenice się zmniejszyły. Odwróciłam się, a SDK wyglądał tak jak dawniej. Zdziwiłam się, jednak wzruszyłam ramionami i pomaszerowałam dalej. Musiało być już trochę później, a na ulicach nadal nikogo. Miałam zamiar przemyśleć tą sprawę, lecz fala jeszcze mocniejszej siły uderzyła we mnie rozwiewając moje włosy i rzucając mną na budynek, ale na tyle delikatnie, że zdołałam utrzymać się na nogach. Byłam na Kwiatka. Powieki poszły w górę, źrenice zmieniły się w talerze, a razem z nimi stare kamienice zalśniły nowymi farbami, odrestaurowanymi zdobieniami i szczelnymi oknami. Piękno zamierzchłych czasów zlało się z pięknem współczesnych co dało efekt powalający na kolana. Nowe dachówki lśniły w blasku słońca. Wszystko wyglądało tak estetycznie i cudownie, że najchętniej patrzyłabym na to do końca swojego życia. Niestety widok ulotnił się szybko, kiedy tylko przestałam sunąć opuszkami palców po chropowatych ścianach oczy wróciły do normy, a kamienice przestały wyglądać dostojnie i majestatycznie. Kiedy słońce wskazywało na popołudnie stąpałam bosymi stopami po plaży nad Sobótką. Miękki piasek muskał moją skórę. Śmiałam się do promieni ogrzewających moje ciało. Tańczyłam na złocistych, maciupkich kamykach z uśmiechem na twarzy. Czy właśnie tak teraz będzie wyglądało moje życie? Cudownie. Pobiegłam w stronę amfiteatru po płytach. Mój beztroski bieg przerwało silne uderzenie niewidzialnej mocy, które sprawiło, że upadłam na beton i straciłam przytomność. Nie było mi dane oglądać wielkiej sceny rozstawionej na plaży. Czystej wody i biało-złotego pisaku. Strefy z jedzeniem, miejsca do zabawy, głośnej muzyki. Gdzie byli ludzie?  Zatonęłam w pustce swojego wybrakowanego umysłu.
 Trzej mężczyźni w maskach i goglach pochylali się nad dziewczyną o szmaragdowych oczach. Do jej głowy podpięte było mnóstwo kabli. Na monitorach leciały ostatnie wspomnienia dziewczyny. Jeden z mężczyzn przemówił głębokim głosem:
- Obiekt testowy wrócił wedle oczekiwań. Eksperyment w pełni się powiódł. Obiekt uwięziony był między dwoma wymiarami. Oglądał teraźniejszość i przyszłość jednocześnie. Nie widział ludzi. Nie miał wspomnień. Wrócił zgodnie z przewidywaniami. Koniec raportu.
Drugi mężczyzna skończył notować, a trzeci wskazał na poruszające się palce dziewczyny i uśmiechnął się zadowolony.


Powinnam napisać drugą część?
Pozdrowionka, Gabs c:

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział I

No więc jest pierwszy rozdział, proszę was o komentarze, głównie te z radami :D 
miłego czytania <3

***

Gabrielle patrzyła w lustro. Widziała w nim szesnastoletnią, dziewczynę przeciętnego wzrostu ze zgrabną sylwetką. Ubrana była w stare, czarne, luźne jeansy. Jej ulubione. Ciemnoszara koszulka wisiała na niej, delikatnie podkreślając biust. Na stopach miała grube skarpety do połowy łydek. Lubiła wygodę. Twarz postaci okalały ciemnobrązowe, długie do pasa włosy. Jej delikatnie zadarty nosek idealnie kontrastował z malinowymi ustami. Duże oczy w kształcie migdałów lekko mieniły się kolorami ognia, lecz w większym stopniu przeważała w nich delikatna błękitno szara barwa. Miała wory pod oczami. Ale tym co najbardziej przyciągało uwagę były białe skrzydła, które wyrastały z jej pleców. Pokryte były pięknymi, długimi i miękkimi piórami. Kości, które mocowały skrzydła w jej ciele były doskonale widoczne. Mocne i masywne.  Miała je złożone, dlatego całe były widoczne w odbiciu. Czasem myślała, że ma już dosyć dźwigania tego cudu na swoich plecach. Zastanawiała się czemu właśnie ona. Były chwile kiedy miała dosyć tego całego aniołowania. Lecz po chwili przypominała sobie czego znakiem są te skrzydła i uspokajała się.
 Włosy spięła w luźny kok i odwróciła wzrok od lustra. Usiadła na parapecie i wyglądała przez okno, na ludzi załatwiających swoje sprawy. Nie ruszała się już parę minut, pogrążona w myślach, kiedy w drzwiach stanął jej najlepszy przyjaciel, Daniel.
Był wysokim brunetem o zaciętym wyrazie twarzy z uwydatnionymi kośćmi policzkowymi. Usta miał zaciśnięte w smukłą kreskę, ale to oczy chłopaka przykuwały najwięcej uwagi. Piękne, duże, okrągłe, koloru ognia. Widniały na jego twarzy niczym dwie najjaśniejsze gwiazdy. Przy nich jego skóra wydawała się strasznie blada, choć w rzeczywistości był delikatnie opalony. Daniel był umięśniony, ale szczupły i zgrabny. Był serfaninem.  Z jego pleców także wyrastały skrzydła. Czarne. Dużo większe niż jej. Jego pióra były odrobinę dłuższe. Skrzydła rosły z wiekiem. Stał w drzwiach jej pokoju. Dziewczyna wiedziała, że jest bez koszulki. Zawsze po domu chodził bez koszulki. Trochę ją to denerwowało, lecz wiedziała, że nie robi jej tego na złość. Lubił swobodę.
- Nawet się do mnie nie zbliżaj- warknęła Gabrielle, nie odwracając się w jego stronę. Wiedziała, że tam stoi mimo tego, że poruszał się bezszelestnie. Zmysły aniołów są bardziej wyczulone niż te ludzkie - nie mam ochoty z nikim rozmawiać.
 Chłopak ignorując jej ostrzeżenie podszedł do niej i delikatnie przytulił nastolatkę. Odtrąciła go, ale on nie dawał za wygraną i powtórzył gest jeszcze raz. Po kilku nieudanych próbach dziewczyna odwróciła się gwałtownie w jego stronę, patrząc na niego z wyrzutem. Daniel dobrze wiedział co kryje się pod jej maską. Wiedział, że jest załamana i bliska płaczu. Znał ją w końcu od dziecka.
- Mała przestań, wiesz, że nie zrobię ci nic złego- powiedział te słowa aksamitnym głosem. Rzadko słyszała u niego taką czułość. Doceniła to, ale mimo tego fuknęła- nie mów do mnie mała. Jestem od ciebie tylko dwa lata młodsza.
-Dobra, daj spokój, już nie będę tak mówił, tylko daj się dotknąć. Widzę przecież, że coś nie gra- patrzył na nią z delikatnie przechyloną głową. Dobrze wiedział, że to na nią działa, że ją uspokaja. Powoli miękła.
-Czemu ty mnie tak dobrze znasz ?- zapytała dziewczyna. Nadal grała niedostępną - to jest nie fair.
- Uwierz mi wiele rzeczy w życiu jest nie fair- powiedział puszczając jej oczko. Przysunął sobie krzesło i usiadł naprzeciwko niej.
-Nie udawaj, że jesteś na tym świecie niewiadomo ile czasu i wszystko wiesz o życiu- Gabrielle nadal była zdenerwowana.
-Nie czepiaj się, powiesz co się dzieje ?- przesunął krzesło bliżej niej tak, że ocierali się skrzydłami.
-Chyba i tak nie ma sensu tego przed tobą ukrywać.
-No w końcu…
-Mimo tego spróbuje- Gabrielle uśmiechnęła się do niego bezczelnie i odwróciła się twarzą do okna.
-Jesteś uparta- powiedział Daniel z przekąsem. Dziewczyna uśmiechnęła się w duchu- między innymi dlatego cię lubię.
Nic nie mówili przez jakiś czas. Dziewczyna czasem odwracała twarz w stronę Daniela, ale chyba nie wiedziała, że to robi. Oczy miała zamglone, zamyślone. Dostrzegał ogniste błyski w tych pięknych plamkach na zasmuconej twarzy. Zmieniała się jak każdy anioł. Jej skrzydła stawały się coraz bardziej okazalsze, zmieniały już powoli kolor na czarny, a oczy już zaczynały się przemieniać, mimo, że miała jeszcze cały rok do dorosłości. Pamiętał swoją przemianę, pamiętał ten ból, nie chciał żeby tego doświadczała. Kochał ją jak siostrę. Młodszą siostrę, której nigdy nie miał, którą mu zastępowała. Kiedy anioł przemienia się, staje się masywniejszy, wyższy, jego skrzydła, jego oczy, zmieniają się, a on cały pięknieje. Lecz to są tylko zmiany zewnętrzne. Fizyczne. Ważne jest to co dzieje się w środku. W mózgu, w myślach. Wtedy sposób myślenia, cała psychika, wszystko się zmienia. Ujawniane są sekrety serfaninów. Nie wszystkie oczywiście, ale znaczna większość. Tok myślenia naprawdę się zmienia po poznaniu wszystkiego. Daniel nie chciał żeby ona tego doświadczyła. Twierdził, że nie jest na to gotowa. Wiedział jednak, że jej od tego nie uchroni. To jest nie uniknione.
 Kiedy tak myślał Gabrielle nagle się odezwała
 - Myślę nad ich pośpiechem. Całe życie spędzają w biegu. No tak, ale przecież to ludzie. Ich czas jest ograniczony. Nie tak jak mój. W końcu jestem aniołem.
Zwróciła się teraz do chłopaka:
- Nie sądzisz, że to niesprawiedliwe ? My, serfanini, anioły, jesteśmy inni niż ludzie, lepsi. Dużo lepsi. Dlaczego tak jest ? To jest naprawdę okropne. Ten brak sprawiedliwości. Te różnice. I w dodatku jest tak nas mało. Czemu nasz świat jest połączony ze światem ludzi ? Czemu to my musimy walczyć ? Czemu musimy to wszystko znosić ? Ludzie myślą, że to ich wojny są straszne. Dlatego, że nie widzieli naszych. Czemu Bóg nas tak każe ? Czemu cierpimy za naszych przodków ?- wyrzuciła z siebie myśli, które ją dręczyły. Łzy ciekły jej powoli po policzkach. Kapały od wypowiedzenia pierwszego słowa.
Daniel, kiedy tylko zaczęła mówić i kiedy zobaczył pierwszą łzę szklącą się w jej oku, od razu zareagował. Usiadł obok i przygarnął ją do siebie. Kiedy skończyła mówić pocieszał ją. Długo i cierpliwie. Potem odpowiedział jej na pytania.
-Owszem to jest niesprawiedliwe. Nawet bardzo. Na to dlaczego tak jest nie potrafię ci odpowiedzieć i to wie tylko sam Bóg. Kolejne odpowiedzi uzyskasz kiedy przejdziesz przemianę. Wiesz, że nic nie mogę na ten temat powiedzieć. Tajemnica Przyrzeczenia zamyka mi usta. Dosłownie.
-Tak wiem, przepraszam cię, że tak przy tobie wybuchłam. Jako słudzy Boga musimy być twardzi-nastolatka już ochłonęła. Teraz delikatnie wtulała się w nagi, umięśniony tors chłopaka.
-Moja droga pamiętaj, że przy mnie zawsze możesz wypłakiwać sobie oczy- delikatnie uśmiechnął się do Gabrielle- Nie jesteś jeszcze serfaninem, jesteś aniołem. Wiesz przecież, od ciebie nie wymagają jeszcze takiej postawy- głaskał jej włosy. Bardzo ją to uspokajało.
-Jestem już w obozie, muszę się tego uczyć…- była coraz bardziej załamana. Znów nastała chwila ciszy.
-Wiesz, myślę, że te twoje pytania to ucieczka. Uciekasz przed tym co było, przed tym co jest. Nie chcesz myśleć o rodzinie, o wyszkoleniu- powiedział Daniel zastanawiając się nad każdym słowem.
-Yhym, masz rację. Nie ukrywam tego. Nadal nie mogę zapomnieć o rodzicach. Robi mi się nie dobrze na myśl, że już więcej ich nie zobaczę. A obóz jest najgorszym koszmarem. To jest… Brak mi słów na określenie tego niedorzecznego wymysłu. Cały czas ćwiczenia, ćwiczenia i ćwiczenia. W ternie z oddziałem, w terenie, potem indywidualne, opracowywanie strategii i jeszcze chłosta pod presją. Rozumiesz ?! Biją nas do utraty przytomności tylko po to żeby sprawdzić czy nie wydamy pozycji oddziału wrogich Adversae. Przecież to jest okropne. Znęcanie się nad młodymi aniołami. Mam wiele blizn na plecach. Są straszne. Dobrze, że trwa to tylko do przemiany- dziewczyna bliska była wybuchu. Na chwilę przestała mówić i głęboko się zastanowiła- Dlaczego nigdy nie widziałam blizn u ciebie ?- zapytała teraz już raczej z ciekawością niż złością w głosie.
-Widzisz, u serfaninów, po przemianie, rany i blizny goją się dużo szybciej niż u młodych. Pomaga nam to na polu walki- cały czas głaskał delikatnie jej włosy tuląc ją do siebie. Jeszcze nie uspokoiła się w pełni.
-Więc i nasz organizm przystosował się do walki. Świetnie, po prostu genialnie. Stworzeni jesteśmy tylko to bitwy. Zupełnie jak roboty, nie ? Zaprogramowane, bez wolnej woli, stworzone tylko do jednego, żeby zabijać. Niosąc zniszczenie, śmierć i strach wszędzie gdzie zjawią się nie proszeni. Za nie wykonanie rozkazu co nas czeka ? Egzekucja z ręki towarzysza lub dowódcy- westchnęła, teraz już zdenerwowana, a nie smutna.
-Chwila, skąd wiesz o karze ?- zapytał zaniepokojony chłopak- mówili wam już o tym ?
-Tak, zrobili cały dzień na katowanie nas informacjami o nieposłuszeństwie i zdradzie.
-W drugim tygodniu szkolenia ?! Czy im się w głowach poprzewracało do cholery ?! Przecież to przekazuje się w dwa tygodnie przed zakończeniem szkolenia !- Daniel był oburzony- Kogo masz za dowódcę ?
-Bellica.
-Trafił wam się jeden z najgorszych. Kurde, mała, współczuję ci. Ja miałem najlepszego  jakiego tylko można dostać w tym zatęchłym lesie- uśmiechnął się wspominając szkolenie, drużynę i kapitana.
-Pertinax ?- zapytała Gabrielle zainteresowana.
-Dokładnie. Znasz już wszystkich ?
-Prawie - powiedziała wymijająco - Słuchaj koniec tematu na dzisiaj okej ? Nie mam ochoty tego wspominać w dodatku wtedy kiedy widzę ten twój uśmieszek, kiedy o tym mówię- Wysunęła się z jego objęć i postawiła krzesełko na miejscu.
-Przepraszam cię moja droga. Nie gniewaj się za to. Wiesz, że obóz jednak czegoś uczy, a wspominając swoich towarzyszy nie mogę się nie uśmiechnąć.
Spojrzała na niego. W momencie kiedy wypowiadał te słowa po jego twarzy przemknął ledwo widoczny grymas bólu.
Tak- pomyślała- Alex zginął w ich czwartej wspólnej bitwie. Byli najlepszymi przyjaciółmi. Współczuję mu. Nie wyobrażam sobie straty Elizabeth- jej oczy ponownie się zaszkliły, lecz odwróciła się tyłem do Daniela, żeby tego nie widział.
Rozejrzała się po swoim pokoju. Zajmowała go odkąd straciła rodziców, czyli od pięciu lat. Nic się nie zmienił przez ten czas. Na ścianach, pomalowanych na ciemno fioletowy kolor, wisiały te same plakaty Nirvany, Systemu of a Down, Greenday’a i Linkin Parku. W rogu, na prawo od okna stało duże, stare biurko. Rodzice przywieźli je z Ignis. Wiele rzeczy z jej pokoju pochodziło z ojczyzny. Półki z książkami, szafa, misternie zdobione łóżko i szafki z ubraniami. Na przeciwko hebanowych drzwi umieszczone było duże okno z pięknym widokiem na londyński zaułek. Gabrielle kochała książki, kochała czytać. Oryginalną dekoracją w jej pokoju, był  stoliczek z książek poukładanych jedna na drugą. Takich stoliczków było kilka w całym domu, wszystkie jej autorstwa. Poza tym książki zalegały na wszystkich szafkach i łóżku.
Przez chwilę znów zapatrzyła się na obraz za oknem. Pomyślała, że chciałaby być normalna i żyć normalnie. Mieć zwykłe problemy ludzkich nastolatków, a nie toczyć ciągłą walkę, nie tylko z Adversae, ale też ze sobą i swoim przeznaczeniem.
Kiedy tak myślała poczuła dłoń Daniela na swoim ramieniu.
 – Chodź, musimy iść do Zakątka – oznajmił jej spokojnym głosem, delikatnie ciągnąc Gabrielle w stronę wyjścia z pomieszczenia. Dziewczyna kiwnęła głową ze zrozumieniem.
 – Kto dziś będzie ? – spytała nie ukrywając ciekawości. Już nie miała ochoty niczego udawać, choć wiedziała, że zaraz znów będzie musiała przywdziać maskę.

 - Nikt szczególny, ale jesteśmy wezwani – odpowiedział Daniel uśmiechając się słabo – zakładaj już lepiej ten swój uroczy, najlepiej czarny, płaszczyk i ciężkie buciory – ponaglił ją z udawaną irytacją. Cicho śmiał się pod nosem i szukał koszulki, kiedy dziewczyna wiązała swoje czarne dziesięciodziurkowe glany.
***
Wiem, że jest dużo błędów ortograficznych i interpunkcyjnych i innych też. Proszę was o komentarze 

~Gabi