środa, 30 marca 2016

Poezja?


Czeeeeść!

To wiersz, jak widać. Nie wiem czy umiem w wiersze, ale się staram. Powiem szczerze, że nawet mi się podoba. Miłej lektury. :)

"Współczesność"

Czym jest świat w obliczu Twoich wad?
Pyłkiem, atomem, cząsteczką?
Nie słuchasz tysiąca dobrych rad.
Kierujesz życiem jak dyrygent pałeczką.

Myślisz, że najważniejszy jest żal,
który połyka Cię powoli.
Krzyczysz: "Piękno świata całe spal!
Ważne tylko to, co mnie boli!"

I nagle stajesz z Nią twarzą w twarz.
Majestatycznym gestem Cię do siebie przywołuje.
Zstępuje na Ciebie wielki strach.
Ona powoli życie Twoje prezentuje.

Oczodoły płoną jej szczęściem
A Ty w bezruchu oczekujesz,
na Sąd
 Wynik jego przewidujesz.
Miejsce w piekle przydziela Ci z pierwszeństwem.

Całe życie dzieckiem byłaś, który na świat i innego człowieka ani razu nie spojrzał.
Wiesz teraz, że to się nie opłaca.
Czy warto było egoistą zostać, a może to była "tylko Twoja praca"?

Śmierć drwi z Ciebie, snobizm nie popłaca.



PS Obiecuję post raz na tydzień dopóki mam materiał, a trochę jeszcze go mam :D

piątek, 25 marca 2016

Może tym razem?

  



   Spojrzałem przed siebie. Znów stałem na tym niewielkim pagórku, wypatrując bratniej duszy w blasku zachodzącego słońca. Przychodziłem tu myśleć. Niedługo pojawią się gwiazdy. Nakreślę mapę gwiazdozbiorów, jak zawsze, kiedy czuję się tak źle. Dzięki nim i tej czynności, nie czuję się aż tak samotny. Położyłem się na trawie. Zamknąłem oczy. Kolejny raz oczekiwałem nocy.
   Zadzwonił dzwonek na lekcje i dzięki niemu wróciłem do rzeczywistości. Ostatnia godzina w szkole, chemia. Usiadłem w ławce i jak zwykle nikt się do mnie nie przysiadł. W mojej kalsie nikt nie chciał mieć ze mną żadnej styczności. Nauczycielka oddała sprawdziany. Dostałem dwóję. Niby moja twarz nie wyrażała emocji, ale wbijałem paznokcie w kolana i uda. Zależało mi na ocenach z chemii. Wróciłem do swojego świata, nie zwracając uwagi na resztę. Nie wiem, ile czasu byłem u siebie, ale wybudziła mnie drobna dłoń ściskająca i potrząsająca moim ramieniem.
- Dominik, czy ty mnie słyszysz? – Dotarło do mnie pytanie wychowawczyni. – Pytam już kolejny raz. Radzę Ci odpowiedzieć, mój chłopcze. – Chemiczka mówiła do mnie zniecierpiwionym głosem. Cała jej postawa wyrażała irytację.
Ja tymczasem nie miałem bladego pojęcia, czego ode mnie oczekiwała. Udałem więc, że wcale nie wróciłem na Ziemię, ale nadal przebywam w krainie wiecznego marzenia i nierozwiązanych pytań. I rzeczywiście, już po chwil, zapadłem w ten stan. Ponownie ocucił mnie dzwonek. Wrzuciłem książki do plecaka i wyszedłem, wyniośle ignorując zatroskane spojrzenie wychowawczyni. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos powtarzający moje imię.  Obejrzałem się i spostrzegłem koleżankę z klasy, Gabrielę, która zmierzała prosto na mnie szybkim krokiem. Zatrzymałem się, nie okazując zainteresowania zaistniałą sytuacją, chociaż w rzeczywistości dziewczyna bardzo mnie zaintrygowała. Dotarła do mnie i popatrzyła mi w oczy. Jakby za dotknięciem magicznej różdżki, Gabriela straciła całą pewność siebie, która przecież była jej silnym atutem. Gimnazjalistka otwierała i zamykała usta niczym ryba wyjęta z wody. Chciałem jej jakoś pomóc, lecz nie potrafiłem. Chciałem zdjąć tą ochronę w postaci maski izolującej mnie jeszcze bardziej od ludzi. Postanowiłem pozwoić jej działać, ale ona po kilku nieudanych próbach wydobycia z siebie głosu potrząsnęła włosami i spuściła głowę na dół. Odwróciła się na pięcie i odeszła. Patrzyłem za nią, póki nie zniknęła mi z oczu. Szkoda. Miałem nadzięję, że chociaż ta delikatna istota będzie chciała mnie poznać i pozwoli mi się otworzyć. Myliłem się. Wyszedłem przed gmach szkoły. Nie chciałem wracać do domu. Nienawidziłem mojego mieszkania. Dobrze wiedziałem, że nikt mnie tak nie chciał. Bardzo dużo myślę. Wyszedłem niespiesznym krokiem na chodnik. Jestem bardzo samotny. Zupełnie nie widzę sensu w moim bytowaniu. Choć może jestem inny niż reszta, to funkcjonuje tak jak oni. Moim problemem jest zamykanie się w sobie. Niemożność nawiązania kontaktu z ludźmi. Naiwnie wciąż wierzę, że ktoś zrobi pierwszy krok za mnie. Oczywiście, nic takiego się nie dzieje. Jestem dziwakiem, trzymam się na uboczu, nikt nie chce przyjaźni z takim jak ja. Zdaję sobie z tego sprawę i chorobliwie mnie to boli. Ludzie, którzy mnie znają, życzą mi śmierci i nieustannie mnie męczą. Ledwie zdążyłem wytworzyć sobie tę myśl w głowie, poczułem, jak coś zwala mnie z nóg. Usłyszałem szyderczy śmiech kolegi z kalsy – Igora. Poczułem też jak do ust napływa mi spora ilość krwi z nosa, która poleciała na skutek mocnego uderzenia nim o chodnik. Zacisnąłem zęby z bólu. Powstałem i w sekundzie puściłem się biegiem na mój pagórek. Bałem się Igora. Chciałem jak najprędziej dotrzeć do mojej samotni. Był piątek i wiedziałem, że nie wrócę do domu do niedzieli. Rodzice na pewno nie będą się martwili. Oni mnie nie kochają. Dla matki liczy się tylko kolejna libacja, a ojciec ma w głowie tylko pracę i kochanki. Nie przejmują się mną wcale i czasem mi to nawet odpowiada. Niestety częśniej czuję do nich ogromny żal, że nie są i nigdy nie będą i nigdy nie byli w stanie podołać rodzicielstwu. Przez nich także czuję się samotny i to właśnie z ich winy jestem dziwny, nieśmiały, niekochany i zamknięty w sobie. Wytarłem krew z twarzy kiedy dotarłem do mojego azylu i wtarłem ją w zieloną trawę. Pozwoliłem, aby z nosa wyleciało wszystko to, co miało wylecieć i oparłem się plecami o drzewo rosnące tu od zawsze. Potężna wierzba płacząca wybijała się spośród całej reszty roślin na tym obszarzem, lecz wiedziałem, że tylko ja znałem i odwiedzałem to miejsce. Nie rozumiałem co się ze mną działo. Wykrzyczałem, z ogromną desperacją, najgłośniej jak potrafiłem słowa: „Dlaczego jestem taki samotny?!”. Oczekiwałem odpowiedzi. Pogubiłem się w sobie. I wtedy zerwał się bardzo silny wiatr. Wichura uderzyła we mnie z całym impetem powalając mnie na ziemię. Skuliłem się do pozycji embrionalnej i rozpłakałem. Liście i włosy oplatały mi twarz, a ja coraz bardziej zatracałem się w bezdennej, ale uspokajającej rozpaczy. Zrzuciłem maskę i byłem kruchym i słabym sobą. Im więcej łez spływało po mojej twarzy, tym wiatr wiał lżej. Kiedy już moje oczy wyschły usłyszałem kojący, kobiecy głos:
 - To nie twoja wina Dominiku.
Przestraszyłem się. Wrzasnąłem jak mała dziewczynka. Nikogo nie było w pobliżu, a ktoś do mnie mówił. Czy ja już totalni oszalałem?!
- Kim jesteś? – Spytałem drżącym głosem i poczułem ciepły podmuch na skórze okrywającej policzki.
- To nieistotne, jestem żywiołem. Posłuchaj mnie Dominiku. Jesteś dobrym człowiekiem i samotność to nie twoja wina. – Usłyszałem zmianę z kobiecego głosu w głęboki, męski i stanowczy bas, a ciepły wietrzyk przerodził się w bezlitosny huragan.
- „Wśród ludzi też jest samotnie” – zagrzmiał głos – ucieczka nie zawsze jest najlepszym wyjściem.
Głosy przepadły. Wszystko zamilkło. Tak jak niespodziewanie i nagle się zaczęło, tak samo szybko zniknęło, lecz jeszcze gwałtowniej. Leżałem oszołomiony, ale uśmiechałem się promiennie. Pojąłem wszakże wszytsko. Zrozumiałem, że nigdy nie byłem samotny dlatego, że ze mną było coś nie tak. Jestem samotny ponieważ, ludzie są zapatrzeni w siebie. Są egoistami i nie chcą widzieć problemów, a szczególnie tych, którzy choć odrobinę odbiegają od norm. Wszyscy mnie ignorowali. Nikt mnie nie doceniał. Rodzice zupełnie się mną nie interesowali. Wychowawczyni nie miała odwagi, żeby mi pomóc. Gabriela próbowała, ale nie była zbyt pewna czy chce to zrobić. Igor i inni dręczyciele nie akceptowali mnie i uważali się za lepszych ode mnie. Nikt nie chciał mnie poznać. I nie zmienił się żaden człowiek by pomóc drugiemu.
   Z plecaka wyjąłem scyzoryk. Rozłożyłem go w ręku i bawiłem się nim chwilę. Byłem pewien tego co chciałem zrobić. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha. Byłem absolutnie szczęśliwy. Nigdy nie zrobiono dla mnie nic dobrego. Powtórzyłem słowa wiatru „Wśród ludzi też jest samotnie”. To prawda. Przyłożyłem ostrze do piersi. Pchnąłem je zdecydowanym ruchem. Ostatnim co pamiętam był delikatny upadek na szkarłatną trawę. Chłopiec zapomniany przez wszystkich martwymi oczami i z przerażającym uśmiechem wpatrywał się w niebo.




Opowiadanie nazywa się „Zły wybór”. Napisałam to ponad rok temu. Przepisałam je teraz z kartki i powiem szczerze, nadal strasznie mi się podoba. Jest dobrym obrazem myślenia młodych osób, bo czy Dominik ze wszystkim miał rację? Zostawiam pytanie w eterze i daję wolną rękę do interpretacji.
Niedługo niespodzianki.

Dobranoc =)