wtorek, 28 kwietnia 2015

Wielki powrót!!!

Tak, chyba wracam, po ponad roku. Jestem w szoku, że już tyle czasu minęło. I pomyślałam sobie, że warto przestać być śmierdzącym leniem i wziąć się za pisanie. Więc zmienimy trochę formę. Gabi powoli się pisze, ale jest niedopracowana, a ja jako perfekcjonistka, nie mogę jej takiej wypuścić w świat. Mój chłopak dziś po usłyszeniu mojej ostatniej pracy literackiej stwierdził, że powinnam napisać drugą część. No i zaświtało mi w głowie, że mogę tu wstawiać swoje opowiadania. Może mój brzuch będzie bardziej bezpieczny :p Opowiadanie poszło na konkurs "Płock miasto przyszłości" i dlatego ma taki charakter, jednak podoba mi się i myślę, że jest warte uwagi C:




„Zmiany w trzech krokach”
 W końcu wydostałam się z łóżka, do którego przykuta byłam przez dobre kilka miesięcy. Nie wiem co się działo. Pamiętam tylko ludzi w białych maskach i wielkich goglach. Pochylali się nade mną i… złapałam się za głowę. Okolice skroni zaczęły pulsować kłującym bólem. Promieniował on na dosłownie całą czaszkę i pomyślałam, że wolę umrzeć niż przeżyć to drugi raz. Powoli się uspokajało.
 Stałam w koszuli nocnej przed budynkiem Muzeum Zmysłów i Pomysłów. Ogromny szklany gmach zajmował sporą część przestrzeni przy ulicy Gwardii Ludowej i 7 Czerwca 1991 r. w Płocku. Na plecach miałam mały plecak. Ból głowy już ustąpił. Ostrzegawcze pulsowanie upewniło mnie w przekonaniu, że spowodowany był zatajonymi wspomnieniami w mojej głowie. Zaczęłam bać się, co oni mi zrobili. W plecaku znalazłam czarny podkoszulek na krótki rękaw i zgniłozielone szorty. Postanowiłam, że wypada się przebrać. Dziwił mnie fakt braku żywej duszy w zasięgu wzroku. Albo cała ludzkość wyginęła, albo po prostu jest jakaś szósta rano. Zaśmiałam się w duchu i obeszłam budynek, gdzie przebrałam się. Koszulę wyrzuciłam do śmieci. Nie chciałam więcej wspomnień. Teraz, choć na boso, mogłam przejść się na spacer i pooddychać świeżym powietrzem. Tak bardzo mi tego brakowało! Kocham naturę. Maszerując raźnym krokiem podziwiałam nowe i młode rośliny napotykane bez przerwy na mojej drodze. To mnie bardzo uszczęśliwiło. Koniec z niszczeniem zielonych płuc. Również cieszyłam się, że nawet na jednym drzewie, nie było śladu ohydnego sprayu. Żadnej roślinki przeznaczonej do wycinki. Prawie podskakiwałam z radości. W pewnym momencie poczułam się dziwnie. Przystanęłam przy SDK-u na alei Spacerowej i rozwarłam szeroko szmaragdowe oczy. Uderzyła we mnie fala tak mocnej siły, że prawie upadłam na plecy. Moje źrenice prawie zakrywały tęczówkę. Mrugałam zdziwiona, lecz moje powieki wracały do poprzedniego stanu. Na moich oczach, w bardzo krótkim czasie SDK z podstarzałego budyneczku zmienił się w prawdziwy raj dla dzieci i młodzieży. Po ścianie wiła się żółciutka zjeżdżalnia prowadząca do otwartego basenu z piłkami. Przez duże okna widniała sala do tańca, stał tam fortepian i było bardzo dużo miejsca. Na parterze mieściła się pracownia plastyczna, zaraz przy drzwiach, gdzie weszłam najpierw. Cała zagracona była różnymi przedmiotami w abstrakcyjnych pozach idealnych dla szkicowania. Na suficie wisiały prace dzieci, a na ścianach piękne fotografie. Było też kilka szafek do przechowywania materiałów. W kolejnym pomieszczeniu znalazłam wiele instrumentów muzycznych i mnóstwo luźno poustawianych krzesełek. Tu atmosfera musiała być genialna! Była zachwycona także aulą, gdzie mogły odbywać się przedstawienia teatralne. Wyglądała doskonale. Wychodząc już z budynku zauważyłam scenę, gdzie porozstawiany był sprzęt muzyczny. Chwiałam się lekko na boki, ale postanowiłam iść dalej. Wtedy moje źrenice się zmniejszyły. Odwróciłam się, a SDK wyglądał tak jak dawniej. Zdziwiłam się, jednak wzruszyłam ramionami i pomaszerowałam dalej. Musiało być już trochę później, a na ulicach nadal nikogo. Miałam zamiar przemyśleć tą sprawę, lecz fala jeszcze mocniejszej siły uderzyła we mnie rozwiewając moje włosy i rzucając mną na budynek, ale na tyle delikatnie, że zdołałam utrzymać się na nogach. Byłam na Kwiatka. Powieki poszły w górę, źrenice zmieniły się w talerze, a razem z nimi stare kamienice zalśniły nowymi farbami, odrestaurowanymi zdobieniami i szczelnymi oknami. Piękno zamierzchłych czasów zlało się z pięknem współczesnych co dało efekt powalający na kolana. Nowe dachówki lśniły w blasku słońca. Wszystko wyglądało tak estetycznie i cudownie, że najchętniej patrzyłabym na to do końca swojego życia. Niestety widok ulotnił się szybko, kiedy tylko przestałam sunąć opuszkami palców po chropowatych ścianach oczy wróciły do normy, a kamienice przestały wyglądać dostojnie i majestatycznie. Kiedy słońce wskazywało na popołudnie stąpałam bosymi stopami po plaży nad Sobótką. Miękki piasek muskał moją skórę. Śmiałam się do promieni ogrzewających moje ciało. Tańczyłam na złocistych, maciupkich kamykach z uśmiechem na twarzy. Czy właśnie tak teraz będzie wyglądało moje życie? Cudownie. Pobiegłam w stronę amfiteatru po płytach. Mój beztroski bieg przerwało silne uderzenie niewidzialnej mocy, które sprawiło, że upadłam na beton i straciłam przytomność. Nie było mi dane oglądać wielkiej sceny rozstawionej na plaży. Czystej wody i biało-złotego pisaku. Strefy z jedzeniem, miejsca do zabawy, głośnej muzyki. Gdzie byli ludzie?  Zatonęłam w pustce swojego wybrakowanego umysłu.
 Trzej mężczyźni w maskach i goglach pochylali się nad dziewczyną o szmaragdowych oczach. Do jej głowy podpięte było mnóstwo kabli. Na monitorach leciały ostatnie wspomnienia dziewczyny. Jeden z mężczyzn przemówił głębokim głosem:
- Obiekt testowy wrócił wedle oczekiwań. Eksperyment w pełni się powiódł. Obiekt uwięziony był między dwoma wymiarami. Oglądał teraźniejszość i przyszłość jednocześnie. Nie widział ludzi. Nie miał wspomnień. Wrócił zgodnie z przewidywaniami. Koniec raportu.
Drugi mężczyzna skończył notować, a trzeci wskazał na poruszające się palce dziewczyny i uśmiechnął się zadowolony.


Powinnam napisać drugą część?
Pozdrowionka, Gabs c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz