piątek, 1 maja 2015

Powrót vol.2

Kolejny rodział :3 widzicie? Staram się. Dzisiaj przemówienio-rozprawka, która bardzo mi się podoba. Jest strasznie negatywna. Z resztą sami zobaczycie J)

 Człowiek, istota wolna, myśląca logicznie, popsuła się przez stulecia i dziś jest obrazem zionącego nienawiścią z zewnątrz pudełka, w środku pełnego nieuwolnionej wrażliwości i delikatności, skrywanych przez wieki.
 Ludzie boją się odrzucenia i wyśmiania. Boją się braku akceptacji. Boją się tak bardzo, że swoje uczucia chowają w głąb siebie nie dają się poznać. W naszych czasach ludzie nie dają nawet okruszka szansy, tym, którzy pragną ich zaakceptować i ujrzeć ich wnętrze. W pełni zaufać! Umykają przed bólem, który może im zafundować się przed korzyściami płynącymi ze znajomości. Kiedy rozmawiamy z innym człowiekiem i boimy się wyrażać swoje zdanie lub opinię to znaczy, że popsuci.
Własne dobro często stawiane jest ponad dobro innego człowieka. Ludzie uzyskują korzyści z nieszczęść, z ubóstwa, czerpią przyjemności kosztem istot, względnie w tych czasach, równych sobie. Stając przed wyborem, kiedy masz wielką fortunę i możesz wydać ją na stopniowe likwidowanie zastraszających warunków do życia innych ludzi, albo zachować dla siebie w celu zaspokojenia swoich potrzeb i pławienia się w luksusie, co być wybrał? Obawiam się, że większy procent ludzi wybrałby drugą opcje wydania pieniędzy.
Obroną ludzi przed pozornym atakiem jest cynizm, chamstwo, sarkazm i aroganctwo. Boją się skrzywdzenia, dlatego sami krzywdzą. Przez swoje zachowania w kontaktach międzyludzkich ujawniają się z tymi cechami i zrażają do owych kontaktów innych ludzi. Przez jedną osobę stroniącą od bycia przyjaznym, życzliwym i od szacunku cała grupa społeczna może zamknąć się w sobie, i przestać wyrażać swoje opinie bojąc się odrzucenia. Kiedy uznają, że agresywna postawa jest lepsza od tej pozytywnej stają się ludźmi popsutymi i zamykają się w sobie. Nie potrafią już mówić o swoich emocjach. Nie chcą już wyrażać swoich uczuć. Stają się negatywnie nastawieni do zwierzeń, do rozmów! Przykładem z życia wziętym jest sytuacja, w której jedna osoba, skrzywdzona już w przeszłości zamyka się i atakuje grono osób jej najbliższych. Potem ci ludzie biorą przykład z tej jednostki. Uważają to za korzystniejsze. Potem są wielkimi naukowcami, ludźmi biznesu, ale są samotni. Kochają, ale boją się kochać. Tęsknią, ale boją się tęsknić. Czują, ale boją się czuć.
 Ludzie w dzisiejszych czasach są skryci, cyniczni, wyobcowani, agresywni. Wszystko wynika ze strachu i negatywnych wpływów sytuacji z najbardziej znanego nam otoczenia. Nie bądź popsutym człowiekiem. Staraj się zmieniać siebie. Być może dzięki temu wpłyniesz na zachowanie kogoś, kto wpłynie na zachowanie kogoś. Nie bądź już tą niewinną bestią – człowiekiem, obrazem współczesnego człowieka. Nie bój się czuć i wyrażać emocji.

Mam nadzieję, że ten tekst wywoła w was tak samo silne refleksje, jak we wszystkich (włącznie ze mną), którzy go usłyszeli.
Kolejny rozdział będzie opowiadaniem, z którego jestem najbardziej dumna. Mam nadzieję, że się spodoba.

Do napisania, Gabs C:

wtorek, 28 kwietnia 2015

Wielki powrót!!!

Tak, chyba wracam, po ponad roku. Jestem w szoku, że już tyle czasu minęło. I pomyślałam sobie, że warto przestać być śmierdzącym leniem i wziąć się za pisanie. Więc zmienimy trochę formę. Gabi powoli się pisze, ale jest niedopracowana, a ja jako perfekcjonistka, nie mogę jej takiej wypuścić w świat. Mój chłopak dziś po usłyszeniu mojej ostatniej pracy literackiej stwierdził, że powinnam napisać drugą część. No i zaświtało mi w głowie, że mogę tu wstawiać swoje opowiadania. Może mój brzuch będzie bardziej bezpieczny :p Opowiadanie poszło na konkurs "Płock miasto przyszłości" i dlatego ma taki charakter, jednak podoba mi się i myślę, że jest warte uwagi C:




„Zmiany w trzech krokach”
 W końcu wydostałam się z łóżka, do którego przykuta byłam przez dobre kilka miesięcy. Nie wiem co się działo. Pamiętam tylko ludzi w białych maskach i wielkich goglach. Pochylali się nade mną i… złapałam się za głowę. Okolice skroni zaczęły pulsować kłującym bólem. Promieniował on na dosłownie całą czaszkę i pomyślałam, że wolę umrzeć niż przeżyć to drugi raz. Powoli się uspokajało.
 Stałam w koszuli nocnej przed budynkiem Muzeum Zmysłów i Pomysłów. Ogromny szklany gmach zajmował sporą część przestrzeni przy ulicy Gwardii Ludowej i 7 Czerwca 1991 r. w Płocku. Na plecach miałam mały plecak. Ból głowy już ustąpił. Ostrzegawcze pulsowanie upewniło mnie w przekonaniu, że spowodowany był zatajonymi wspomnieniami w mojej głowie. Zaczęłam bać się, co oni mi zrobili. W plecaku znalazłam czarny podkoszulek na krótki rękaw i zgniłozielone szorty. Postanowiłam, że wypada się przebrać. Dziwił mnie fakt braku żywej duszy w zasięgu wzroku. Albo cała ludzkość wyginęła, albo po prostu jest jakaś szósta rano. Zaśmiałam się w duchu i obeszłam budynek, gdzie przebrałam się. Koszulę wyrzuciłam do śmieci. Nie chciałam więcej wspomnień. Teraz, choć na boso, mogłam przejść się na spacer i pooddychać świeżym powietrzem. Tak bardzo mi tego brakowało! Kocham naturę. Maszerując raźnym krokiem podziwiałam nowe i młode rośliny napotykane bez przerwy na mojej drodze. To mnie bardzo uszczęśliwiło. Koniec z niszczeniem zielonych płuc. Również cieszyłam się, że nawet na jednym drzewie, nie było śladu ohydnego sprayu. Żadnej roślinki przeznaczonej do wycinki. Prawie podskakiwałam z radości. W pewnym momencie poczułam się dziwnie. Przystanęłam przy SDK-u na alei Spacerowej i rozwarłam szeroko szmaragdowe oczy. Uderzyła we mnie fala tak mocnej siły, że prawie upadłam na plecy. Moje źrenice prawie zakrywały tęczówkę. Mrugałam zdziwiona, lecz moje powieki wracały do poprzedniego stanu. Na moich oczach, w bardzo krótkim czasie SDK z podstarzałego budyneczku zmienił się w prawdziwy raj dla dzieci i młodzieży. Po ścianie wiła się żółciutka zjeżdżalnia prowadząca do otwartego basenu z piłkami. Przez duże okna widniała sala do tańca, stał tam fortepian i było bardzo dużo miejsca. Na parterze mieściła się pracownia plastyczna, zaraz przy drzwiach, gdzie weszłam najpierw. Cała zagracona była różnymi przedmiotami w abstrakcyjnych pozach idealnych dla szkicowania. Na suficie wisiały prace dzieci, a na ścianach piękne fotografie. Było też kilka szafek do przechowywania materiałów. W kolejnym pomieszczeniu znalazłam wiele instrumentów muzycznych i mnóstwo luźno poustawianych krzesełek. Tu atmosfera musiała być genialna! Była zachwycona także aulą, gdzie mogły odbywać się przedstawienia teatralne. Wyglądała doskonale. Wychodząc już z budynku zauważyłam scenę, gdzie porozstawiany był sprzęt muzyczny. Chwiałam się lekko na boki, ale postanowiłam iść dalej. Wtedy moje źrenice się zmniejszyły. Odwróciłam się, a SDK wyglądał tak jak dawniej. Zdziwiłam się, jednak wzruszyłam ramionami i pomaszerowałam dalej. Musiało być już trochę później, a na ulicach nadal nikogo. Miałam zamiar przemyśleć tą sprawę, lecz fala jeszcze mocniejszej siły uderzyła we mnie rozwiewając moje włosy i rzucając mną na budynek, ale na tyle delikatnie, że zdołałam utrzymać się na nogach. Byłam na Kwiatka. Powieki poszły w górę, źrenice zmieniły się w talerze, a razem z nimi stare kamienice zalśniły nowymi farbami, odrestaurowanymi zdobieniami i szczelnymi oknami. Piękno zamierzchłych czasów zlało się z pięknem współczesnych co dało efekt powalający na kolana. Nowe dachówki lśniły w blasku słońca. Wszystko wyglądało tak estetycznie i cudownie, że najchętniej patrzyłabym na to do końca swojego życia. Niestety widok ulotnił się szybko, kiedy tylko przestałam sunąć opuszkami palców po chropowatych ścianach oczy wróciły do normy, a kamienice przestały wyglądać dostojnie i majestatycznie. Kiedy słońce wskazywało na popołudnie stąpałam bosymi stopami po plaży nad Sobótką. Miękki piasek muskał moją skórę. Śmiałam się do promieni ogrzewających moje ciało. Tańczyłam na złocistych, maciupkich kamykach z uśmiechem na twarzy. Czy właśnie tak teraz będzie wyglądało moje życie? Cudownie. Pobiegłam w stronę amfiteatru po płytach. Mój beztroski bieg przerwało silne uderzenie niewidzialnej mocy, które sprawiło, że upadłam na beton i straciłam przytomność. Nie było mi dane oglądać wielkiej sceny rozstawionej na plaży. Czystej wody i biało-złotego pisaku. Strefy z jedzeniem, miejsca do zabawy, głośnej muzyki. Gdzie byli ludzie?  Zatonęłam w pustce swojego wybrakowanego umysłu.
 Trzej mężczyźni w maskach i goglach pochylali się nad dziewczyną o szmaragdowych oczach. Do jej głowy podpięte było mnóstwo kabli. Na monitorach leciały ostatnie wspomnienia dziewczyny. Jeden z mężczyzn przemówił głębokim głosem:
- Obiekt testowy wrócił wedle oczekiwań. Eksperyment w pełni się powiódł. Obiekt uwięziony był między dwoma wymiarami. Oglądał teraźniejszość i przyszłość jednocześnie. Nie widział ludzi. Nie miał wspomnień. Wrócił zgodnie z przewidywaniami. Koniec raportu.
Drugi mężczyzna skończył notować, a trzeci wskazał na poruszające się palce dziewczyny i uśmiechnął się zadowolony.


Powinnam napisać drugą część?
Pozdrowionka, Gabs c: